czwartek, 19 sierpnia 2010

„Małżeństwo z rozsądku”

Moje łóżko jest bezwzględnie niepodzielne.

Powiadają: kto sadzi wierzbę, przygotowuje łopatę na swój grób.
A co, jeśli mam w planach trzy?
Nie stój jak sztacheta w płocie.
Nieograniczona przestrzeń podłogi już pręży się na twój widok.
Widzisz te małe jędrne sęki?
Podobno marzy ci się potomstwo.
Prawdziwy mężczyzna najpierw sadzi drzewo.
Próbowałeś kiedyś uszczypnąć chmurę biurowym spinaczem?
Tak cię będę miziać.

Niki, chodź, policzymy gruszki, które zostawił mi w spadku.


19.08.2010 r.

niedziela, 8 sierpnia 2010

„Podwójne dno”

Udajesz poetę.

Niekiedy liczysz pantery w kratkach,
wydłubujesz im oczy piórem i warczysz na ciszę.
Zaginasz rogi. Z jednego robią się dwa. Z dwóch - cztery.
One tam są. Nie przekraczają granicy marginesu,
którą zamykasz nożycami. Odcinasz czarne ogonki.
Zostają na kartce.
Która godzina? Wpół do
Polki - matka. Ojciec - Hiszpan.
Nie rozlej sherry, bo będzie plama.
Kto normalny sączy taki alkohol z kubka w bociany?

Nie strasz mnie wierszem pisanym w poziomie arkusza.


8.08.2010 r.