sobota, 25 czerwca 2016

Święty lans, AKT VI

AKT VI
Scena 1.

(Mieszkanie Sardynianów. Nikola siedzi w swoim pokoju i patrzy się w ścianę. Wchodzi Sara, trzymając tacę z posiłkiem dla córki.)

SARA: Nikosiu, zjedz śniadanie.

NIKOSIA: Nie jestem głodna.

SARA: Musisz jeść.

NIKOSIA: Nie muszę.

SARA: Proszę cię. Skubnij coś.

NIKOSIA: Zostaw mnie.

SARA: To chociaż porozmawiaj ze mną.

NIKOSIA: O czym?

SARA: O tym, co się stało. Co robiłyście tego dnia?

NIKOSIA: Mówiłam już. Pracowałyśmy.

SARA: Ale tak osobno?

NIKOSIA: Tak. Roznosiłyśmy ulotki.

(Nikola mówi powoli, niewyraźnie. Jest otumaniona lekami uspokajającymi.)

SARA: Dlaczego nie razem?

NIKOSIA: Pokłóciłyśmy się i każda poszła w swoją stronę.

SARA: Firma, o której wspominałaś nie potwierdziła, że dla niej pracowałyście.

NIKOSIA: Pracowałyśmy na czarno.

SARA: Kochanie, myślisz, że kłamano by w tak poważnej sprawie?

NIKOSIA: A co ich to obchodzi?


SARA: To było morderstwo z zimną krwią…

NIKOSIA: Sugerujesz, że to ja kłamię?

SARA: Nie, ale to wszystko jest podejrzane.

NIKOSIA:  Daj już spokój.

(Pauza.)

SARA: W co się ubierzesz?

NIKOSIA: W sukienkę.

SARA: Jaką? Masz jakąś sukienkę?

NIKOSIA: Wisi na szafie.

SARA: Chcesz włożyć żółtą sukienkę na pogrzeb? Nie wypada.

NIKOSIA: Spodobałaby się jej.

SARA: A co z kwiatami? Jakiś wieniec?

NIKOSIA: Zajmę się tym.

SARA: Masz pieniążki?

NIKOSIA: Coś tam mam. Kupię tulipany. Obiecałam jej…

Scena 2.

[Uroczystość pogrzebowa dobiega końca. Tłum ubranych na czarno żałobników, kilkoro znajomych ze szkoły i z podwórka, a do tego najbliższa rodzina. Przewaga gapiów szukających sensacji. (Nieprzychylne szepty: „…a podobno nie była taka święta…”, „…mówi się, że zwykła puszczalska…”, „…doigrała się…”, „…biedna ta Grażyna… żeby wiedziała, co ta jej córcia nawyprawiała…”.) Tylko Nikola w żółtej sukience, z bukietem tulipanów w garści. Martyna zostaje pochowana. Melodia wygrywana na trąbce i trumna zasypywana ziemią potęgują smutek i frustrację Nikoli. Nieoczekiwanie rozlega się paraliżujący wrzask.]

NIKOSIA: Ona odwróciła się od Boga! Wolałaby świecki pogrzeb… z mowami pożegnalnymi, ulubioną muzyką i wierszami, które razem czytałyśmy! Niczego o niej nie wiecie! Gdyby zobaczyła tę białą trumnę, toby was wszystkich wyśmiała!

(Pauza.)

Gdzie żółte kwiatki?! Czarne ciuchy? Ona nienawidziła czerni!

(Pauza.)

Na stypie poleje się wóda? Gówno! Dupa, dupa, dupa! Ruskiego szampana chlałyśmy hektolitrami! Ha, ha, ha, ha! Banda oszołomów i ignorantów!

(Pauza.)

Zakopcie ją! Zakopcie ją już! Niech na to nie patrzy!

(Nikola zostaje uciszona i wyprowadzona z cmentarza siłą.)

Ona chciałaby być skremowanaaaaa…!

(Płacz, histeria, leżenie na mokrym chodniku.)

I jeszcze taka pogodaaaaa…

Scena 3.

(Mieszkanie Grażyny. Stypa. Żałobnicy powoli rozchodzą się do domów. Wraz z najbliższą rodziną Martyny zostają Sardynianowie. Wszyscy zdążyli ochłonąć i siedzą w milczeniu przy stole wypełnionym po brzegi resztkami przekąsek i alkoholu. Ciszę przerywa mąż Sary.)

MĄŻ SARY: Taka tragedia… Nic tak nie boli jak widok białej trumienki.

NIKOSIA: I pustego kieliszka, co?

SARA: Niki, daj spokój… w taki dzień.

MĄŻ SARY: Ma prawo mówić, co myśli.

SARA: Nie roztrząsajmy tego dzisiaj.


MĄŻ SARY: Każdy dzień jest dobry na przemyślenia, a ten szczególnie. Śmierć powinna wstrząsać i być bodźcem do zmian.

NIKOSIA: Filozof się znalazł… Co ty wiesz o śmierci, człowieku? Ciągle oglądasz tylko denko opróżnionej flachy, a jak jesteś trzeźwy, to gadasz takie bzdury… takie durnoty… Nie chce mi się tego słuchać. Puścić cię gdzieś między ludzi… Wstyd…

SARA: Nikosia, na miłość boską!

NIKOSIA: Bogobojna kretynka! Modli się do Matki Boskiej, a sama jest matką, co to jej zawsze źle i wszystko jedno…

(Syczy pod nosem Nikola.)

MĄŻ SARY: Co powiedziałaś?! Ojca możesz nie szanować, bo pijak i pożytku z niego nie ma, ale matce należy się szacunek!

SARA: Wiecie co? Już moglibyście dać spokój. To nie taki dzień… Powinniśmy opłakiwać i wspominać zmarłą, a nie obrzucać się nawzajem wyzwiskami.

GRAŻYNA: Zamordowaną…

(Szepcze Grażyna.)

SARA: Słucham?

GRAŻYNA: Zamordowaną… Moja córka została zamordowana…

SARA: Wiem. Wiemy. Wszyscy bardzo to przeżywamy, stąd te emocje.

GRAŻYNA: Gówno… Nic was to nie obchodzi…

SARA: To nieprawda. Wszyscy jesteśmy przejęci.

GRAŻYNA: Chuja tam przejęci! Znaleźliście sobie okazję do wywlekania brudów. Stary pierwszy raz od wielkiego dzwonu trzeźwy, to sobie możecie pogadać. Ale nie tutaj! Moje jedyne dziecko zostało brutalnie zamordowane! Wasze puste łby nie są w stanie tego przyjąć do wiadomości! Jak chcecie sobie pomarudzić, to wynocha stąd! Możecie się nawet po mordach okładać, ale, kurwa, nie pod moim dachem! Precz, obrzydliwcy!

SARA: Grażka, proszę… Nie chcieliśmy cię zdenerwować. Poniosło nas.

GRAŻYNA: Nie mam do was cierpliwości… Wypierdalać…


(Pozbawionym siły głosem mówi Grażyna.)

NIKOSIA: To może chociaż pomożemy sprzątać?

(Pyta skruszona Nikola.)

GRAŻYNA: Teraz chcesz mi pomagać?! Teraz?! To przez ciebie to wszystko, gówniaro! To ty sprowadziłaś moje dziecko na złą drogę! Wynoś się stąd!

NIKOSIA: Proszę się na mnie nie wyżywać. Oczernia mnie pani tak bardzo bezpodstawnie…

GRAŻYNA: Jesteś koszmarem swoich rodziców… Niszczysz wszystko i wszystkich… A teraz zniszczyłaś i mnie…

NIKOSIA: Co za bzdura…

GRAŻYNA: Wypierdalać mi stąd! Mam was po kokardę! Banda pijaków, wariatów! Hołota i menelnia! Syf, kiła i mogiła! Zabiłaś mi córkę! Moją jedyną córeńkę! To wszystko przez ciebie, smarkulo!

NIKOSIA: Mati była dziwką…

GRAŻYNA: Ty mała szmato…! Ty ściero…!

(Grażyna wymierza Nikoli siarczysty policzek.)

SARA: Przesadziłaś! Nikoś, idziemy!

NIKOSIA: Ona się sprzedawała… Niczego nawet nie zauważyłaś, cud-matko…

(Nikoli spływają łzy z oczu, a Grażyna obrzuca ją i jej rodzinę lodowatym spojrzeniem.)

GRAŻYNA: Nigdy więcej… nie próbuj… tego… powtarzać… Powiedziałaś to… ostatni raz… w swoim zafajdanym… życiu…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz