AKT
II
Scena
1.
(Szpital.)
PAN
WSPOMNIENIE: Dokąd umierasz taka
oczywista, niezniszczalna, określona? Milami ramion obejmował cię u kresu
świtania. A teraz nie wiesz, czy słońce, czy lampka nocna… Która godzina?
Budzik tyka, nie dzwoni. Świece dogasają, firanki kołyszą się spokojnie.
Wyszłaś? Jesteś w kuchni, w pełni świadoma, czym się różnią bliny od
naleśników. Ale dżem od marmolady? Ni cholery. Skąd pod stołem styropian?
„Istnieje zło, które mi nie szkodzi, jak i dobro, które mi nie służy…” –
styropian o szybę – fatalnie, pod stołem – ciut lepiej. Tylko po co?
FILIPEK: Mamo, obudź się.
SARA: Nie śpię. Myślę.
FILIPEK: Z zamkniętymi oczami? Oczyma? O-czy-ma? Oczy ma? A
o czym? A-oczy-m?
SARA: Nie mogę ci powiedzieć.
FILIPEK:
Ci powiedzieć. Ci-powiedzieć. Ci-po-wie-dzieć. Cipo
wiedzieć.
SARA: Przestań.
FILIPEK: Ojciec wrócił.
SARA: Trzeźwy?
FILIPEK: Chyba nie w tym wcieleniu. Przechlał wszystko.
Gadał przez sen.
SARA: Pamiętasz?
FILIPEK: „Z kim nie pyka powietrzną rózgą?”. Czy coś
takiego.
SARA: „Z kim się styka powierzchnią mózgu?”, matołku.
FILIPEK: Skąd wiesz?
SARA: To cytat z wiersza.
PAN WSPOMNIENIE: „Z kim jest zbieżny częstotliwością pulsu?”.
FILIPEK: Miłosne dyrdymały…
SARA: Dyrdymały?
FILIPEK: Niki tak mówi.
SARA: To nie o miłości.
FILIPEK: A o czym?
SARA: Przeczytaj. Jeśli ojciec jeszcze nie przepił
wszystkich książek… Poszukaj w komodzie tomiku Barańczaka. Zapamiętasz?
FILIPEK: Nie ma mowy.
SARA: To niech ci Nikosia poczyta. Ma talent
recytatorski.
FILIPEK: Chyba
lesbijski.
SARA: Nie pleć.
FILIPEK: Wiem, co to lesba. Widziałem, jak się miziały
z Mati.
Scena
2.
(Mieszkanie
Grażyny. Tego samego dnia.)
GRAŻYNA: Znowu wagarujecie z Nikosią?
MATI: Czasem. Dzisiaj wywiadówka.
GRAŻYNA:
Teraz mi o tym mówisz? Zresztą, i tak nie pójdę.
Wstyd mi za ciebie.
MATI: Dlaczego Sara jest w szpitalu?
GRAŻYNA: Dla ciebie „pani Sardynian”, gówniaro! Bo jest mądrą
kobietą. Ma tam lepiej niż w domu.
MATI: Babcia Helenka mówiła, że po urodzeniu Filipa Sara
trochę ześwirowała. Podobno jej się cofnęło.
GRAŻYNA: Stary, moherowy plociuch! Mama Nikoli jest
poważnie chora. Wiesz co to depresja poporodowa?
MATI: Wiem. Ale ona przecież nie rodziła teraz.
GRAŻYNA: No, właśnie. Więc nie opowiadaj zasłyszanych
głupot! Sara ma poważne problemy zdrowotne.
MATI: Psychiczne?
GRAŻYNA: To nie twoja sprawa. Nie mieszaj się do tego.
MATI: To co jej jest?
GRAŻYNA: Zaproś Nikosię i Filipka na obiad.
MATI: Dlaczego nie chcesz powiedzieć?
GRAŻYNA: Po co ci to? Im mniej wiesz, tym lepiej śpisz.
MATI: To powiedz Nikoli. Ona i tak cierpi na bezsenność.
GRAŻYNA: Zajmij się
czymś pożytecznym i przestań się wtrącać.
Scena
3.
(Następnego
dnia. Mieszkanie Sardynianów. Sara wraca ze szpitala. Rozmawia z wyjątkowo
trzeźwym mężem.)
SARA: Herbata ci stygnie. Musimy coś zrobić z Komunią
Filipka. Nie może być poszkodowany tylko dlatego, że jego ojciec jest nałogowym
pijakiem.
MĄŻ
SARY: Znowu zaczynasz te swoje wywody?
SARA: Ja mogę to przemilczeć. Przywykłam. Moje życie już
poszło na zmarnowanie, ale dzieci mi szkoda.
MĄŻ
SARY: Wszystko będzie dobrze. Zrobi
się Komunię.
SARA: Zrobi się… Magicznym sposobem się wyczaruje…
MĄŻ
SARY: Nie musisz od razu kpić.
SARA: Dobrze, szanowna głowo rodziny. To powiedz mi,
skąd weźmiemy na to pieniądze.
MĄŻ
SARY: Coś wymyślę.
SARA: Wybacz, ale
życie moich dzieci nie będzie się opierać na „coś wymyślę”.
MĄŻ
SARY: Twoich? A moich to co? Już się nie liczę?
SARA: Dziecko, którego ojciec jest alkoholikiem, jest
półsierotą. A ty jesteś zwykłym pijakiem. W kółko zaszczanym i zarzyganym.
MĄŻ
SARY: Gadaj sobie. To nie robi na mnie
żadnego wrażenia.
SARA: Domyślam się.
MĄŻ
SARY: Sprzedam coś i zrobi się Komunię.
SARA: Po moim… Wróć… Po twoim trupie! Dosyć tego sprzedawania,
zamieniania, chlania i przynoszenia mi wstydu! To dziecko trzeba jakoś
przygotować. Komunia to nie tylko wóda na stole, prezenty i balowanie. Młody
człowiek musi wiedzieć, skąd się wziął na tym świecie, dlaczego jest
doświadczany, musi poznać swoją tożsamość. Kto ma go tego nauczyć? Taka
zapijaczona gęba?
MĄŻ
SARY: Ma chrzestnych.
SARA: Nie można ich wszystkim obarczać.
MĄŻ
SARY: Od tego są. A twoi starzy od
tego, żeby nam pomóc.
SARA: Co?!
MĄŻ
SARY:
Są pieprzonymi bogaczami. My się nie wzbogacimy, a oni nie zbiednieją.
SARA: Zapomniałeś już, dlaczego wyniosłam się z domu?!
Chciałam z tobą być. Mimo wszystko. Mimo problemów.
MĄŻ
SARY: Widziały gały, co brały.
SARA: Kiedyś taki nie byłeś.
MĄŻ
SARY: Ludzie się nie zmieniają… A ty
mogłaś sobie żyć w królestwie swojej bogatej rodzinki i dalej studiować. Na
pewno codziennie tego żałujesz. Żałujesz, że się ze mną związałaś, że urodziłaś
nam dzieci… Wszystko to o kant dupy…
SARA: Obiecaj, że nie będziesz mnie nawiedzać w nocy, jak kiedyś cię zabiję.
MĄŻ
SARY: Ty tak serio?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz