poniedziałek, 23 maja 2016

Święty lans, AKT II

AKT II
Scena 1.

(Szpital.)

PAN WSPOMNIENIE: Dokąd umierasz taka oczywista, niezniszczalna, określona? Milami ramion obejmował cię u kresu świtania. A teraz nie wiesz, czy słońce, czy lampka nocna… Która godzina? Budzik tyka, nie dzwoni. Świece dogasają, firanki kołyszą się spokojnie. Wyszłaś? Jesteś w kuchni, w pełni świadoma, czym się różnią bliny od naleśników. Ale dżem od marmolady? Ni cholery. Skąd pod stołem styropian? „Istnieje zło, które mi nie szkodzi, jak i dobro, które mi nie służy…” – styropian o szybę – fatalnie, pod stołem – ciut lepiej. Tylko po co?

FILIPEK: Mamo, obudź się.

SARA: Nie śpię. Myślę.

FILIPEK: Z zamkniętymi oczami? Oczyma? O-czy-ma? Oczy ma? A o czym? A-oczy-m?

SARA: Nie mogę ci powiedzieć.

FILIPEK: Ci powiedzieć. Ci-powiedzieć. Ci-po-wie-dzieć. Cipo wiedzieć.

SARA:  Przestań.

FILIPEK: Ojciec wrócił.

SARA: Trzeźwy?

FILIPEK: Chyba nie w tym wcieleniu. Przechlał wszystko. Gadał przez sen.

SARA: Pamiętasz?

FILIPEK: „Z kim nie pyka powietrzną rózgą?”. Czy coś takiego.

SARA: „Z kim się styka powierzchnią mózgu?”, matołku.

FILIPEK: Skąd wiesz?

SARA: To cytat z wiersza.

PAN WSPOMNIENIE: „Z kim jest zbieżny częstotliwością pulsu?”.


FILIPEK: Miłosne dyrdymały…

SARA: Dyrdymały?

FILIPEK: Niki tak mówi.

SARA: To nie o miłości.

FILIPEK: A o czym?

SARA: Przeczytaj. Jeśli ojciec jeszcze nie przepił wszystkich książek… Poszukaj w komodzie tomiku Barańczaka. Zapamiętasz?

FILIPEK: Nie ma mowy.

SARA: To niech ci Nikosia poczyta. Ma talent recytatorski.

FILIPEK:  Chyba lesbijski.

SARA: Nie pleć.

FILIPEK: Wiem, co to lesba. Widziałem, jak się miziały z Mati.

Scena 2.

(Mieszkanie Grażyny. Tego samego dnia.)

GRAŻYNA: Znowu wagarujecie z Nikosią?

MATI: Czasem. Dzisiaj wywiadówka.

GRAŻYNA: Teraz mi o tym mówisz? Zresztą, i tak nie pójdę. Wstyd mi za ciebie.

MATI: Dlaczego Sara jest w szpitalu?

GRAŻYNA: Dla ciebie „pani Sardynian”, gówniaro! Bo jest mądrą kobietą. Ma tam lepiej niż w domu.

MATI: Babcia Helenka mówiła, że po urodzeniu Filipa Sara trochę ześwirowała. Podobno jej się cofnęło.

GRAŻYNA: Stary, moherowy plociuch! Mama Nikoli jest poważnie chora. Wiesz co to depresja poporodowa?


MATI: Wiem. Ale ona przecież nie rodziła teraz.

GRAŻYNA: No, właśnie. Więc nie opowiadaj zasłyszanych głupot! Sara ma poważne problemy zdrowotne.

MATI: Psychiczne?

GRAŻYNA: To nie twoja sprawa. Nie mieszaj się do tego.

MATI: To co jej jest?

GRAŻYNA: Zaproś Nikosię i Filipka na obiad.

MATI: Dlaczego nie chcesz powiedzieć?

GRAŻYNA: Po co ci to? Im mniej wiesz, tym lepiej śpisz.

MATI: To powiedz Nikoli. Ona i tak cierpi na bezsenność.

GRAŻYNA:  Zajmij się czymś pożytecznym i przestań się wtrącać.

Scena 3.

(Następnego dnia. Mieszkanie Sardynianów. Sara wraca ze szpitala. Rozmawia z wyjątkowo trzeźwym mężem.)

SARA: Herbata ci stygnie. Musimy coś zrobić z Komunią Filipka. Nie może być poszkodowany tylko dlatego, że jego ojciec jest nałogowym pijakiem.

MĄŻ SARY: Znowu zaczynasz te swoje wywody?

SARA: Ja mogę to przemilczeć. Przywykłam. Moje życie już poszło na zmarnowanie, ale dzieci mi szkoda.

MĄŻ SARY: Wszystko będzie dobrze. Zrobi się Komunię.

SARA: Zrobi się… Magicznym sposobem się wyczaruje…

MĄŻ SARY: Nie musisz od razu kpić.

SARA: Dobrze, szanowna głowo rodziny. To powiedz mi, skąd weźmiemy na to pieniądze.


MĄŻ SARY: Coś wymyślę.

SARA:  Wybacz, ale życie moich dzieci nie będzie się opierać na „coś wymyślę”.

MĄŻ SARY: Twoich? A moich to co?  Już się nie liczę?

SARA: Dziecko, którego ojciec jest alkoholikiem, jest półsierotą. A ty jesteś zwykłym pijakiem. W kółko zaszczanym i zarzyganym.

MĄŻ SARY: Gadaj sobie. To nie robi na mnie żadnego wrażenia.

SARA: Domyślam się.

MĄŻ SARY: Sprzedam coś i zrobi się Komunię.

SARA: Po moim… Wróć… Po twoim trupie! Dosyć tego sprzedawania, zamieniania, chlania i przynoszenia mi wstydu! To dziecko trzeba jakoś przygotować. Komunia to nie tylko wóda na stole, prezenty i balowanie. Młody człowiek musi wiedzieć, skąd się wziął na tym świecie, dlaczego jest doświadczany, musi poznać swoją tożsamość. Kto ma go tego nauczyć? Taka zapijaczona gęba?

MĄŻ SARY: Ma chrzestnych.

SARA: Nie można ich wszystkim obarczać.

MĄŻ SARY: Od tego są. A twoi starzy od tego, żeby nam pomóc.

SARA: Co?!

MĄŻ SARY:  Są pieprzonymi bogaczami. My się nie wzbogacimy, a oni nie zbiednieją.

SARA: Zapomniałeś już, dlaczego wyniosłam się z domu?! Chciałam z tobą być. Mimo wszystko. Mimo problemów.

MĄŻ SARY: Widziały gały, co brały.

SARA: Kiedyś taki nie byłeś.

MĄŻ SARY: Ludzie się nie zmieniają… A ty mogłaś sobie żyć w królestwie swojej bogatej rodzinki i dalej studiować. Na pewno codziennie tego żałujesz. Żałujesz, że się ze mną związałaś, że urodziłaś nam dzieci… Wszystko to o kant dupy…

SARA: Obiecaj, że nie będziesz mnie nawiedzać w nocy, jak kiedyś cię zabiję.


MĄŻ SARY: Ty tak serio?

SARA: Chrzanię to… Ciebie chrzanię…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz