Udajesz poetę.
Niekiedy liczysz pantery w kratkach,
wydłubujesz im oczy piórem i warczysz na ciszę.
Zaginasz rogi. Z jednego robią się dwa. Z dwóch - cztery.
One tam są. Nie przekraczają granicy marginesu,
którą zamykasz nożycami. Odcinasz czarne ogonki.
Zostają na kartce.
Która godzina? Wpół do
Polki - matka. Ojciec - Hiszpan.
Nie rozlej sherry, bo będzie plama.
Kto normalny sączy taki alkohol z kubka w bociany?
Nie strasz mnie wierszem pisanym
w poziomie arkusza.
8.08.2010 r.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz