piątek, 17 kwietnia 2015

Opowiastka o otwartej przestrzeni

                Pewnego słonecznego dnia majętna kobieta prowadzi ożywioną rozmowę z panią architekt, która uwzględniając jej szczególne życzenia, podjęła się przebudowy niewielkiej galerii sztuki na dom.
                - Wiem, że jestem upierdliwa, ale przespałam się z tym wstępnym projektem góry i jednak nie podoba mi się. Chyba na głowę upadłam, żeby urządzić tak cukierkowo-pudrowo te dwie sypialnie albo już zupełnie się postarzałam i rozczulają mnie nawet kolory.
                - Nie kwestionuję pani wyborów. Jak będzie trzeba, pozmieniam wszystko tyle razy, ile ma pani pomysłów.
                - Tak, tak, jasne, rozumiem. Podoba mi się ta żółta wstawka. Czyta mi pani w myślach - zachwyca się kobieta, widząc postępy w projekcie budynku.
                - Góra jest teraz dużo bardziej stonowana niż dół. O to pani chodziło?
                - Aa... Sama nie wiem, o co mi chodziło. Zmieniam zdania jak brudną bieliznę. Wie pani, uwielbiam kolory, ubóstwiam, ale trzeba postradać zmysły, żeby czuć się dobrze w pomieszczeniu wytapetowanym kratką. Nie wiem, co mi wcześniej strzeliło do głowy. Tak jest dobrze. Teraz mi się podoba. Uniosłam się sercem, a w sprawach dekorowania wnętrz potrzeba trochę pomyślunku, żeby później nie zwariować od nadmiaru wzorków i tej pierdzącej z każdej ściany słodyczy.
                - OK. Wnętrze poprawione. Zostawiamy tak?
                - Pewnie ma pani obawy... Myśli pani: "przyszła bogata, podstarzała jędza i chce małpować  designerów z katalogów...". Ale to nie tak. Ja już jestem w takim wieku, że guzik mnie obchodzi opinia otoczenia. I jak mam kaprys urządzić sobie dom we wszystkich kolorach tęczy, nowocześnie i nonszalancko, to nie ma takiej siły, która by mnie powstrzymała.
                - Przecież pani nie oceniam. Upewniam się, czy tak miało być, czy dobrze zrozumiałam pani sugestie - uśmiecha się architektka.
                - To co sobie pani pomyślała, zanim otworzyłam buzię? Teraz może pani powiedzieć.
                - Zdziwiłam się tylko, że nie chce pani rozbudować domu, który zajmuje zaledwie 1/4 terenu.
                - Aa... Podoba mi się obiekt. Jakoś nie pasował na galerię sztuki. Właściciel też tak uważał, ale nie mógł znaleźć kupca. Na szczęście ja znalazłam jego i dobiliśmy targu. Teraz ma fundusze na kupno większego budynku i wszyscy są zadowoleni. A dom... Dom to tylko ładne ściany. Sypialnia. Ludzie przez całe swoje życie gonią za tym. Najpierw szukają środków, żeby go kupić. Potem, żeby go wyremontować. Potem, żeby zmienić wystrój. Potem, żeby dopieścić wystrój. Potem zaczyna się sypać, więc znowu remont. I tak w koło. Nie mają czasu się nim nacieszyć. Nie przebywają w nim, harują. Ludzie są zupełnie durni na tym punkcie. Myślą, że jak będą bogaci, postawią sobie pałac z dwunastoma sypialniami, szesnastoma łazienkami i salą balową, to będą niebotycznie szczęśliwi. Tylko dla kogo te wszystkie sypialnie? Gdzie relacje, ogromna rodzina, wesołe święta? Wie pani, często tzw. single kupują przerażająco wielkie apartamenty, ba, nawet wille, dla samych siebie. Doprawdy, nie rozumiem, jak można trwonić cały swój majątek na kawał betonu, na te wszystkie pokoje, gabineciki i kryte baseny. Kto normalny, no, taki bez kompleksów pakuje się w coś takiego? Nie potrafię pojąć, dlaczego bezdzietni, niezamężni fundują sobie wille i pałace. Po co? Żeby pomieścić swoje insygnia? Czy raczej ego? Ja myślę, że każdy jest dzierżawcą tego świata na równi i z jakiej racji jedni samotnie żyją w gigantycznych domach, a dla innych ławka w parku to aż nadto?
(Pauza.)
                - A jeśli chodzi o ogród. Dziwiła się pani, że jest kilka wejść i to zupełnie otwartych. Nie jestem z tych, którzy odgradzają się od innych pięciometrowym murem, zasłaniają okna roletami, i to najlepiej zewnętrznymi, zawsze zamykają drzwi na klucz, na zasuwkę, a do tego dla pewności montują łańcuch. Nie jestem z tych, którzy chronią swój dobytek alarmami, monitoringiem, a u wejścia wieszają tabliczkę: "Uwaga! Zły pies". Co mi po tym, że nikt mnie nie obrabuje, jak jutro mój dom może spłonąć i to razem ze mną? Kto wie...? Chcę żyć w otwartej przestrzeni. Uwielbiam otaczać się ludźmi, dlatego mam duży ogród przyjazny tym ludziom. Doskonale wiem, że nie każdego na to stać, ale stać mnie, dlatego chcę się tym dzielić. Co by mi było po furtkach? Jak ktoś chce, to i tak wejdzie, a tak to przynajmniej nie zrobi sobie krzywdy jakimiś paskudnymi kolcami w bramie. Jak jakiś bezdomny będzie przechodzić koło mojej posesji i zobaczy, że jest otwarta na oścież, a tam tyle ławek, to wybierze sobie którąś i się na niej prześpi. I co? Ubędzie mi przez to? Albo jak w upalny dzień ktoś będzie chciał się schłodzić wodą z mojej fontanny, to co? A jak ktoś zobaczy otwarty basen? Mam od razu zakładać, że jego pot bardziej śmierdzi od mojego? Że jest brudniejszy, chory albo że nasika? Przydomowy basen to luksus, na który mało kto może sobie pozwolić. Ja to rozumiem. Niech sobie skorzysta jeden z drugim. Zabije mnie to? A jak jakieś dzieci będą chciały się pobawić w piaskownicy to co? Mam w nie rzucać patykami? Bo inne dzieci są gorsze od moich wnuków? Bardziej bałaganią? Nie jestem niedotykalską paniusią. Do wszystkiego doszłam sama i wiem, że to długa droga. Nie każdemu się udaje. Nie jestem tą, która pławi się w luksusach samotnie i modli do przedmiotów, które udało jej się zgromadzić. Nie zbiednieję od tego, że ktoś powyleguje się na moim hamaku, a i on się od tego nie wzbogaci. Ale dom jest tylko dla mnie. To, że nikt nie musi mnie prosić o pozwolenie przeczekania ulewy na werandzie nie znaczy, że może napluć mi na dywan. Dom to nie twierdza, ale i nie chodnik.
                - A wandale? Oni niszczą wszystko bez powodu.
                - Trudno. Tak jest ten świat urządzony. Jedni budują, inni demontują. Nie zamienię domu w bunkier. Jak ktoś mi wyryje w ławce serce, to go przecież nie zlinczuję. Jak ją porąbie i zabierze na rozpałkę też nie. To tylko rzecz. Jak mi dzieciaki poniszczą rabaty, to przynajmniej jakiś losowy ogrodnik będzie mieć pracę. Nie umiem pozamykać się i trzymać tego wszystkiego tylko dla siebie. A może zwyczajnie nie chcę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz