Nie mów do mnie tak blisko...
Wtedy czuję swoją małość
- małość szarej masy ludzkiej.
Zakrwawiona dłoń legła na piersi,
mostek uciska serce,
ciśnienie napiera na skronie.
Nadal brniesz w natłok słów.
Słowami mnie karcisz,
rozcinasz linie papilarne.
Nie mów do mnie...
Twój głos drga wysoko,
między pomiętą płachtą powietrza,
a moją zmęczoną głową.
Trwam w nerwobólach, panikach,
klęskach, zapytaniach...
Oddalam się od twoich ust,
od dudniącego bełkotu
i tej rozstrojonej przepaści za językiem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz